Ryga
Opublikowane przez Konrad w wrz 4, 2011 w Podróże, Łotwa | 10 komentarzySiedem w Moskwie – tam nazywają je siedmioma siostrami. Zbudowane z rozkazu Stalina jako konkurencja dla amerykańskich drapaczy chmur. Po jednym w Pradze, Kijowie, Warszawie i tutaj. Od momentu gdy przyjechaliśmy polowałem na tutejszy symbol socjalistycznej architektury. I chociaż nasz jest większy, lepiej położony, chyba nawet bardziej zadbany to i tak warto zobaczyć na własne oczy tutejszy odpowiednik pałacu kultury.
W ostatni weekend wybraliśmy się z bratem na mały wypad do stolicy Łotwy. Chociaż niby prawie za miedzą, to brak jakiegokolwiek wyobrażenia o tym kraju powodował, że i nie ciągnęło nas wcześniej za bardzo w tamtą stronę. Tym razem skusiła nas promocja na bilety autobusowe;) I chociaż ostatecznie z niej nie skorzystaliśmy, to mieliśmy już pomysł na kierunek naszego małego wyjazdu.
Co więc poza drugim pałacem kultury znaleźliśmy w Rydze?
Przede wszystkim naprawdę dobre piwo! Oraz mnóstwo miejsc gdzie można je wypić. Ryska starówka jest ogromna, zadbana i pełna miejsc gdzie po kilku godzinach spacerowania można usiąść i się zrelaksować.
W Rydze naprawdę jest co robić, tak w dzień jak i w nocy. W ciągu dnia czeka na nas właśnie stare miasto, wjazd na górę wspomnianego na początku budynku, a także kilka muzeów, choć uczciwe mówiąc my odwiedziliśmy tylko jedno – Muzeum Okupacji Łotwy, pokazujące co się w niej działo zarówno w czasie okupacji niemieckiej jak i radzieckiej. Przygnębiające, ale zdecydowanie warte zobaczenia.
Aby poznać miasto możemy też sobie wynająć rower – choć tutaj nasze wątpliwości wzbudziła konieczność podawania numeru karty przez telefon, więc ostatecznie na to się nie skusiliśmy.
Tak jak można się było spodziewać Ryga jest mieszanką pozostałości komunizmu i nowoczesności. Z jednej strony mamy naprawdę ładne stare miasto, z drugiej – dworzec autobusowy położony obok śmierdzącego kanału. Niedaleko niego znajdują się cztery wielkie hale targowe, w których znajdziemy właściwie wszystko i to w cenach zdecydowanie mniej turystycznych niż w innych częściach miasta. Możemy tu zrobić tanie zakupy i zjeść coś typowego na szybko razem z miejscowymi.
Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie napisał o tamtejszym jedzeniu. Nie ma się co spodziewać szczególnie oryginalnych specjałów, w końcu to tylko paręset kilometrów, jednak nawet to wystarczy żeby spróbować czegoś odrobinę innego. Pierożki, cepeliny, coś wyglądającego na wyjątkowo grube placki ziemniaczane, parę rzeczy których nawet nie potrafiliśmy nazwać czy nawet tutejszy ciemny chleb z ogromną ilością kminku (właściwie prawie identyczny z litewskim). Do tego łotewski napitek – czarny balsam, czyli mocna nalewka podobna do Jägermeistera, szczególnie dobrze komponująca się z sokiem porzeczkowym.
Skoro o trunkach mowa to nie sposób nie wspomnieć o życiu nocnym, które w Rydze jest naprawdę bogate. Podążając typowo turystycznym szlakiem wybraliśmy się na Pub Tour organizowany przez nasz hostel.
Po odwiedzeniu kilku barów i jednego klubu wylądowaliśmy na przedwczesnym śniadaniu w rosyjskiej jadłodajni, będącą najwyraźniej mekką tutejszych imprezowiczów podobnie jak nasze kebaby.
To że w Rydze jest gdzie wyjść jest zarówno zaletą jak i swojego rodzaju przekleństwem. Już rezerwując hostel, moje wątpliwości wzbudziły ostrzeżenia u co niektórych, że nie pozwalają organizować wieczorów kawalerskich. Nasz niestety pozwalał… I jak nietrudno się domyślić zaraz po przyjeździe trafiliśmy na dwudziestoosobową grupę solidarnie odzianą w kilty, która starała się upamiętnić zmianę stanu cywilnego kolegi. Tak, ostatnio przeczytałem w jednej książce, że miejsce, w którym wyląduje pierwszy samolot easyJetu zmienia się nie do poznania i coś w tym chyba jest;)
Niedaleko Rygi też mamy sporo miejsc wartych odwiedzenia. My wsiedliśmy w podmiejski pociąg i wybraliśmy się do Jurmali, nadbałtyckiego kurortu, podobno znanego z odbywających się tam teraz festiwali. Trafiliśmy do małej miejscowości turystycznej przypominającej Łebę lub Zakopane, a zatem przyjemne, ale skomercjalizowane do granic możliwości. Poleżeliśmy na plaży, ale nasze próby kąpieli zakończyły się dość szybko, bo jak się okazuje Łotewski Bałtyk w sierpniu nadaje się do leżenia na plaży, ale już mniej do wchodzenia do wody.
Dodatkowo, gdy już mieliśmy wracać do Rygi trafiliśmy na zlot zabytkowych samochodów, zorganizowany właśnie w Jurmali. Pochodziliśmy, zrobiliśmy trochę zdjęć co ciekawszym zabytkom i niedługo potem wróciliśmy do Rygi.
Przez 3 dni, które tam spędziliśmy naprawdę nie było się kiedy nudzić. Z drugiej strony wydaje się, że dłużej w samej Rydze nie byłoby co robić, chociaż wtedy jest też sporo atrakcji niedaleko stolicy, do których dostać się można podmiejskimi pociągami. Dlatego jak dla mnie Ryga jest fajnym kierunkiem na weekend, niedalekim a wcale nieoczywistym.
Jeżeli ktoś czuje się zachęcony do wyjazdu to dodam, że do Rygi można dostać się naprawdę tanio, czy to odpowiednio wcześniej zarezerwowanym samolotem czy tak jak my autobusem. Promocje w SimpleExpress dochodzą do 24zł w obie strony z Warszawy, co jest ceną trudną do przebicia.































































Wygląda całkiem… swojsko :) Czemu nie ma się co w sumie dziwić ;) Jedno mi się bardzo podoba w tych zdjęciach: przestrzeń publiczna nie jest zaśmiecona ogromnymi płachtami reklamowymi – albo miałeś akurat dobre oko i jest wybór, albo po prostu tam nie ma takiej samowolki reklamowej jak u nas
Fajna relacja, sporo praktycznych informacji. A z ciekawości czy możesz napisać ile was kosztował pobyt na miejscu bez noclegu, bo chciałam oszacować ile mniej więcej łatów powinnam przygotowac na nadchodzący wyjazd. No i jak jest z płatnością kartą? A ostatnie pytanie odnośnie Jurmały, do jakiej stacji kupuje się bilet kolejowy?
Ceny w Rydze są odrobinę wyższe niż w Polsce. Piwo w barze – 2LVL, obiad w restauracji na starówce 5-10LVL,we wspomnianym rosyjskim barze za 5LVL najedliśmy się we dwóch, a w barze w halach targowych było jeszcze taniej (i chyba naprawdę bardzo smacznie).
Płatność kartą nie jest problemem, ale oczywiście są miejsca gdzie wygodniej jest płacić gotówką, jak chociażby właśnie komunistyczne hale targowe. Za wjazd na Łotewki Pałac Kultury zapewne też kartą nie zapłacimy, a przynajmniej mi na to nie wyglądało.
Co do kolei to tutaj znalazłem mapę: klik. Łapiesz pociąg do Tukums albo Dubulti (0,95LVL w jedną stronę). Wysiedliśmy na stacji Maiori, ale podobno nie jest to jedyne miejsce – tutaj było wyjątkowo turystycznie. Trafiliśmy też na straszne kolejki przed odjazdem więc kupiliśmy bilety u konduktora, tylko o 0,20LVL drożej.
Miłego wyjazdu, spiesz się bo coraz zimniej;)
A my wydaliśmy dość sporo, ale nie radziłbym się sugerować bo większość poszła na piwo;p