San Pedro de Atacama

Na północy Chile, kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Boliwią, znajduje się najsuchsza pustynia świata – Atacama. Chociaż średnio spada tu tylko kilka milimetrów wody rocznie, to są tu też miejsca, gdzie nie odnotowano opadów przez czterysta lat.  Jest to też obszar, który najbardziej ze wszystkich miejsc na Ziemi przypomina powierzchnię Marsa. Z tego też powodu wiele misji na tą planetę w ramach przygotowań testuje swój sprzęt właśnie na tej pustyni. To także tutaj kręcono na przykład marsjański odcinek serialu science-fiction Voyage to Planets, opowiadającego o hipotetycznej podróży na planety i księżyce w układzie słonecznym.

Valle de la Luna (Dolina Księżycowa) jest jednym z charakterystycznych miejsc, które chociaż nie znajduje się na samej pustyni, to jest miejscem równie jak ona nieprzystępnym.

San_Pedro_DSC05791_2

San_Pedro_DSC05744_2

Aby jednak dostać się na Marsa, najpierw trzeba przyjechać do San Pedro de Atacama, położonego niedaleko turystycznego miasteczka. Będąc tam można odnieść wrażenie, że jest to ostatnie z miejsc na naszej drodze gdzie jeszcze dociera cywilizacja (oraz Google Street View).

San_Pedro_DSC05803_1

San_Pedro_DSC05802

San Pedro jest głównie punktem wypadowym do okolicznych atrakcji, ale warto też wziąć rower i zobaczyć najbliższą okolicę, gdzie oprócz czerwonej ziemi i skał można trafić na widoki z toczącego się tu niespiesznie dnia pracy.

Lagunas_Saladas_DSC05810

San_Pedro_DSC05816_1

Nie ma jednak takiego miejsca, gdzie nie dałoby się prowadzić interesów, a tutaj podstawowym biznesem są wycieczki do całego mnóstwa atrakcji w okolicy. Na każdym rogu można znaleźć agencje, które zorganizują oglądanie zachodu słońca, gejzerów czy też przejazd do Boliwii.

Ja zacząłem od wspomnianej wcześniej Doliny Księżycowej, ale od początku najbardziej ciekawił mnie gejzer El Tatio, który poleciła mi Magda. Jest to drugi pod względem powierzchni po parku Yellowstone taki obszar na świecie, ale położony najwyżej bo na wysokości 4217 m n.p.m.  Aby dobrze zobaczyć aktywność gejzerów najlepiej jest przyjechać bardzo wcześnie, gdy jeszcze jest zimno, bo wtedy różnica temperatur jest największa. Całe pole geotermalne pokryte jest zarówno bulgoczącymi sadzawkami i syczącymi ujściami pary jak i gejzerami, które co kilka minut wystrzeliwują gotującą się wodę na wysokość kilku metrów.

El_Tatio_DSC05854

El_Tatio_DSC05850

San_Pedro_DSC05910

Powrót z gejzerów do San Pedro de Atacama był okazją do oglądania sielskich widoków a także pasących się tu i ówdzie lam i wikunii.

El_Tatio_DSC06003_2

San_Pedro_DSC06012

San_Pedro_DSC06024

Wkrótce też trafiliśmy do małej wioski zamieszkałej dosłownie przez kilka osób, których głównym zajęciem była sprzedaż przekąsek przewijającym się tu turystom. Można tu było kupić zarówno standardowe chilijskie empanady, ale była to też okazja do spróbowania szaszłyków z lamy, które przyrządzał jegomość poniżej. Szaszłyki okazały się naprawdę smaczne, a gdyby je do czegoś porównać to chyba najbliżej im było do wołowiny.

San_Pedro_DSC06022

San_Pedro_DSC06014

Ostatnim ciekawym miejscem w okolicy były Lagunas Saladas (Słone Jeziora). Jest to obszar pokryty twardą jak kamień solą, która przyjmuje formę przypominającą stwardniałą gąbkę lub też popękanych płyt o ostrych brzegach. Co kilkaset metrów można tu trafić na oczka wodne, w których woda jest tak słona, że podobnie jak w Morzu Martwym można w niej usiąść, a nawet stanąć.

Lagunas_Saladas_DSC06040_2

Lagunas_Saladas_DSC06059

Chociaż San Pedro jest miejscem wręcz przepełnionym turystami, których widać natychmiast po wyjściu z autobusu, to rekompensują to tutejsze widoki i atrakcje. Aby się tu dostać można polecieć do Calamy, innego położonego niedaleko miasta lub pojechać autobusem. Pierwsza opcja odpadła, bo jak się zmienia plany z dnia na dzień to ciężko rezerwować bilety lotnicze. Zostało więc 16 godzin w autobusie. Tu jednak nastąpiło też przyjemne zaskoczenie – a właściwie potwierdzenie tego o czym słyszałem już wcześniej, to znaczy jakość chilijskich autobusów. Mamy co najmniej trzy różne klasy, przy czym nawet najtańsza z nich, Semi-cama ma siedzenia znacznie wygodniejsze, a konkretniej bardziej rozkładane niż w Polskim Busie. Na drugim końcu jest klasa Premium, w której siedzenia rozkładają się do pełnego łóżka. Ja wybrałem coś pomiędzy jednym i drugim wariantem, czyli Salon-cama, w której są tylko 3 siedzenia w rzędzie. Jeżeli dodamy do tego świetne drogi, ciągle donoszone kanapki i przekąski oraz dość usypiające i monotonne pustynne widoki, to podróż do San Pedro była całkiem przyjemnym choć niekoniecznie najbardziej ekscytującym doświadczeniem.

Zapraszam do galerii ze zdjęciami z Chile.

Categories:Chile

1 comment

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *