Lizbona

Kolejna podróż po czasie braku aktywności na blogu, za to znowu w ulubionym kierunku. Tym razem powodem wyjazdu jest koncert Rolling Stones w Lizbonie na festiwalu Rock in Rio Lisboa. I chociaż nigdy nie byłem ich fanem to możliwość zobaczenia emerytowanych rockmanów na żywo i to w kraju, do którego od dłuższego czasu chciałem się wybrać przekonała mnie do wyjazdu.

Koncert przeszedł moje oczekiwania, Rock in Rio Lisboa to świetnie zorganizowany festiwal. Scena otoczona jest trawiastymi wzgórzami, więc panuje dość spokojna, może nawet nieco piknikowa atmosfera i to pomimo naprawdę licznej publiczności. A ta składała się z osób w najróżniejszym wieku, od naszego gimnazjum po rówieśników członków zespołu.

Niesamowite było ile energii ciągle w sobie mają i ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że zamiast koncertować powinni być na emeryturze (chociaż kto wie ile czasu zajmuje im dojście do siebie po takim koncercie).

Oczywiście koncert był tylko jednym z powodów wyjazdu, tak naprawdę to Portugalia ciekawiła mnie od powrotu z Brazylii. Ten sam język, chociaż nieco mniej śpiewny i o szybszej wymowie. Trochę inne słownictwo, bez naleciałości z języków ludów zamieszkujących skolonizowane przez Portugalczyków tereny. Do tego nieco więcej form grzecznościowych. Takie były moje, może nie do końca prawdziwe obserwacje. Tak czy inaczej bez większych problemów można się porozumieć znając wersję brazylijską chociaż nie zawsze bez chwili zastanowienia.

Pierwsze co mi przychodzi na myśl gdy słyszę o Lizbonie to żółty tramwaj, więc może to od zdjęcia tramwaju trzeba zacząć.

image

Tramwaj linii 28 jeździ sobie niespiesznie między innymi po ulicach Alfamy, która jest najstarszą dzielnicą Lizbony. Sporo w niej ukrytych i urokliwych zakątków, ale i wiszącego pomiędzy budynkami prania, które chyba jest już jednym z symboli tej dzielnicy.

image

image

image

image

Oczywiście poza Alfamą jest też sporo innych miejsc, które warto zobaczyć, bo właściwie cała Lizbona pełna jest placów, parków i tarasów widokowych.

Nie byłbym sobą gdybym nie napisał czegoś o jedzeniu. Chyba najprościej powiedzieć, że jest po prostu pyszne, szczególnie gdy ktoś lubi owoce morza. Jeżeli nie, to i tak w tradycyjnej kuchni portugalskiej jest tyle dań mięsnych, że nikt nie będzie chodził głodny. Będąc tutaj warto spróbować pieczonych sardynek i dorsza, który jest chyba najważniejszą rybą w portugalskiej kuchni i na którego przygotowanie istnieje niezliczona ilość przepisów. To zresztą nie powinno specjalnie dziwić skoro to właśnie dzięki suszonemu dorszowi Portugalczycy byli w stanie dopłynąć do swoich przyszłych kolonii.

image

Oprócz tego warto spróbować zielonego wina (Vinho Verde, które niekiedy ma lekko zielonkawy odcień, do kupienia w biedronce). Od białego wina różni się nieco bardziej cytrusowym smakiem, jest też dość lekkie i orzeźwiające.
Portugalia to też raj dla miłośników kawy. Zwykła mała kawa (rozmiaru espresso) kosztuje około 50 centów i można ją znaleźć we wszechobecnych pastelarias, które oprócz tego sprzedają również tradycyjne słodycze, razem z najbardziej popularnymi babeczkami (pastéis de nata).

Choć Lizbona to stare i niezwykle urokliwe miasto to dość niedaleko jest też kilka plaż. Podobno nie równają się one z tymi w rejonie Algarve to i tak warto się na nie wybrać jeżeli mamy tylko chwilę a chcemy odpocząć.

image

image

image

Do Lizbony jeszcze wrócę przed powrotem do Polski, a tymczasem zapraszam do zdjęć: https://www.flickr.com/photos/starko/sets/72157644938524835/

Categories:Portugalia

2 comments

Leave a Reply to NMNŚ - Cancel Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *